Żegocina w przeddzień odzyskania Niepodległości – Kronika Ziemi Żegocińskiej

1
1023

Niniejszy artykuł ukazał się w najnowszym – IV numerze „Kroniki Ziemi Żegocińskiej”.
Z okazji święta niepodległości, publikujemy go raz jeszcze, aby przypomnieć osiągnięcia naszych rodaków i ich udział w walkach o odzyskanie wolności przez naszą Ojczyznę.

Militarne i społeczne konteksty roku 1918 w okolicy Żegociny
Joanna Pastuszak-Cybulska

​Jubileuszowy rok 2018, usilniej niż zwykle domaga się wspomnienia osiągnięć i dokonań osób skupionych wokół idei niepodległościowych. Odzyskana wolność Polski, prócz symbolicznych miejsc, jak np. Oleandry, Kostiuchnówka, Lwów, i dat (wszak dążenie do niepodległości było procesem, a nie jednym znaczącym wydarzeniem), np. 6 sierpnia 1914 r. (I Kompania Kadrowa wkracza do Królestwa Polskiego jako pierwsze od 1831 roku regularne wojsko polskie), 16 czerwca 1915 r. (szarża ułanów II Brygady pod Rokitną), 11 listopada 1918 r. (akt kapitulacji Cesarstwa Niemieckiego w Compiègne), dotykała swym znaczeniem również cywilnej ludności małych miejscowości, jak chociażby wiosek z naszej obecnej gminy.

​I Kompania Kadrowa

​Kiedy w lecie 1914 roku, kompania kadrowa znalazła się na terenie Kielecczyzny z zamiarem utworzenia na powrót polskiej administracji i państwowości (teren ten znajdował się na tzw. niczyim pasie, między rosyjską, a austriacką strefą wpływów), ich entuzjazm nie był dzielony z lokalną ludnością. Podobno, w nieodległym od Kielc (18 km na południe) Oblęgorku, sam Henryk Sienkiewicz nie wpuścił na teren swojej posiadłości żołnierzy (gdzie przebywał do jesieni 1914 roku), tłumacząc to innymi od Piłsudskiego poglądami politycznymi, mówiąc „Wy idziecie z Niemcami, a to nie tędy droga”.
​Podobne głosy dały się słyszeć również w Galicji. „Tu głupstwa i szaleństwa się wzmagają. Po ulicach się snują mundury powstańców (…). Nas tu rozpacz ogarnia na widok tych zabawek z karabinami”. Bez wielkiego wsparcia ludności, które nie podzielało strzeleckiego entuzjazmu dotyczącego wzbudzenia narodowego powstania (wzorem poprzednich insurekcji), jak również w wyniku zmiany postawy austriackiej, Józef Piłsudski (ówcześnie brygadier jednostek strzeleckich), zarządził odwrót kompanii i podporządkowanie się Naczelnemu Komitetowi Narodowemu. Plany powstańcze w tym konserwatywno-demokratycznym środowisku nie mogły być zaakceptowane. Podjęto decyzję o przeformowaniu kompanii w Legiony Polskie działające pod auspicjami Austro-Węgier. Decyzją podjętą 19 sierpnia 1914 roku, oddziały strzeleckie, tworzące I Kompanię Kadrową, weszły w skład Legionów Polskich.

​Strzelcy z okolic Żegociny


Oficerska Szkoła Strzelecka w Stróży. fot.Wikipedia

​Powstałe na bazie przekształconego w 1910 roku Związku Walki Czynnej organizacje paramilitarne, m.in. „Strzelec” i „Związek Strzelecki”, stały się miejscem rozkwitu myśli niepodległościowej, jak również formacji militarnej.
​W 1913 roku, przez dwa miesiące (lipiec – sierpień) w budynku dworskim w Stróży na Ziemi Limanowskiej, działała Oficerska Szkoła Strzelecka. Kadry kształcone były w systemie trójstopniowym – niższym (rekruci), średnim i wyższym (oficerowie). W ciągu dwóch miesięcy przeszkolono około dziewięćdziesięciu kandydatów. Wśród absolwentów znaleźli się m.in. gen.bryg.Stanisław Grzmot-Skotnicki, gen. dyw. Tadeusz Kasprzycki, gen. dyw. Michał Karaszewicz-Tokarzewski. Zajęcia prowadzone były przez komendanta Józefa Piłsudskiego i późniejszego generała broni, Kazimierza Sosnkowskiego.
​Nieco wcześniej, bo 6 stycznia 1913 roku, z inicjatywy Tadeusza Jakubowskiego, w Bochni założony został Związek Strzelecki. Jego siedziba znajdowała się w lokalu Towarzystwa „Życie” (obecnie dom Cechu Rzemiosł Różnych przy ul. Białej 21).
​Tadeusz Jakubowski, absolwent bocheńskiego gimnazjum im. Króla Kazimierza Wielkiego, i założyciel stowarzyszenia Bochniaków w 1936 r., przeniósł na grunt bocheński idee niepodległościowe, z którymi spotkał się już w czasie swojej gimnazjalnej edukacji. W powiecie bocheńskim i brzeskim założył dwadzieścia jeden strzeleckich organizacji. Wśród strzelców-ochotników znalazł się m.in. Leopold Okulicki („Niedźwiadek”).
​Podobnie, jak starszy kolega Jakubowski, również Leopold Okulicki już w okresie nauki gimnazjalnej spotkał się z ideologią niepodległościową. W 1913 roku wstąpił do Związku Strzeleckiego w Bochni. Po wybuchu wojny, uciekł z domu z zamiarem wstąpienia do Legionów Polskich. Ze względu na zbyt młody wiek (w roku 1914 Okulicki miał dopiero 16 lat), został on do nich przyjęty dopiero w roku następnym, od razu uczestnicząc w trudnych operacjach wojskowych, w tym, w roku 1916 pod Kostiuchnówką.
​W związku z koniecznością wcielenia Legionów Polskich do regularnej armii niemieckiej, Leopold Okulicki, już jako zaprawiony w boju i zaufany Piłsudskiemu podoficer, wziął aktywny udział w tzw. kryzysie przysięgowym. Tekst przysięgi wierności niemieckiemu zwierzchnikowi w żadnej mierze nie mógł być przyjęty przez polskich legionistów. Okulicki agitował za odrzuceniem proniemieckiej przysięgi wojskowej, za co został skreślony z listy zasobów kadrowych II Brygady i w trybie karnym wcielony do armii austriackiej (gdyż był obywatelem Galicji). W szerszym kontekście, wypowiedzenia posłuszeństwa stronie niemieckiej dokonało około 8 tys. legionistów, za co byli internowani w obozach na terenie Kongresówki, lub Galicji (z nakazem walki na frontach włoskich w armii austro-węgierskiej). Sam Piłsudski, został osadzony w Magdeburgu.

​Niewystarczający wiek nie zraził również mieszkańca Żegociny, Jakuba Juszczyka, który z uwagi na imperatyw obrony narodu, podał zawyżoną datę swojego urodzenia, i jako jako ochotnik wstąpił do Związku Strzeleckiego, a następnie do Legionów Polskich.
​W 1915 roku, podczas walk na froncie odniósł rany, w związku z czym odesłany został na rekonwalescencję do Gleichenberg, a następnie do Wiednia i Rabki. Do działań wojennych wrócił w roku 1916. Swoje artystyczne zamiłowanie rozwijał jako batalionowy rysownik. W wyniku problemów ze zdrowiem, oddelegowany został do pracy w archiwum legionów, w Krakowie, co pozwoliło mu na rozpoczęcie studiów na Akademii Sztuk Pięknych.


Jakub Juszczyk. fot. Wikipedia

​Jako kapłan, Franciszek Juszczyk, podzielił wojskowe życie swego młodszego brata, Jakuba. 14 grudnia 1915 roku mianowany został kapelanem wojskowym armii austriackiej. Przebywał na froncie włoskim i rumuńskim, a w okresie od lutego do października 1918 roku, w Samborze. Oskarżony o głoszenie buntowniczych kazań, zobligowany był do przedkładania „cenzurze” tekstów swoich nauk, czego de facto, nie wypełniał realizując swój patriotyczno-patrologiczny obowiązek i nakaz sumienia.

​Wśród legionistów znaleźli się też się inni rodacy naszej Ziemi Żegocińskiej, np. mieszkaniec Bytomska, Wojciech Wrona.

Na naszej ziemi

​Zamiast tradycyjnego spojrzenia na źródła i tego, co można by wywnioskować na podstawie ich krytycznej analizy, przyjrzyjmy się codzienności w naszej okolicy, jakimi troskami żyli ludzie w przededniu odzyskania niepodległości przez Polski naród, i krótko po odzyskaniu narodowej godności.

​W wyniku strat kończącej się Wielkiej Wojny, problem stanowiła konieczność godnego pochówku ofiar wojennych. Cała Europa, regiony przez które przetoczyły się fronty wojenne, usiane były mogiłami indywidualnymi, jak i zbiorowymi. W samej Limanowej, trzy lata trwały budowy cmentarzy wojennych.
​W Żegocinie, znamy w miarę precyzyjną liczbę poległych. „Przez cały czas walk był szpital w Kościele i na plebanii w Żegocinie, a nabożeństwa odprawiało się w kaplicy na cmentarzu, a potem w zakrystii. Jako pamiątka walki pozostało sześć cmentarzy wojskowych, na których jest pogrzebanych 1) koło samego kościoła 18 Austriaków, 72 pruskich, 10 rosyjskich żołnierzy; 2) na cmentarzu parafialnym 22 Austriaków, 153 Prusaków, 60 Moskali, a na trzech mniejszych cmentarzach w Łąkcie Dolnej leży 124+111+56 samych Prusaków. Razem tedy znalazło tu spoczynek swój 59 Austriaków, 592 Prusaków i 172 Moskali, czyli 823 ludzi”.


Cmentarz wojenny w Rajbrocie na Rakowcu.

​Wiele rodzin zostało pozbawionych mężów, ojców i synów, o czym w symboliczny sposób wspomina lista strat armii austro-węgierskiej, w której czytamy o nazwiskach mężczyzn naszej okolicy. Ciała naszych rodaków pozostały też na wieki w centralnej Syberii, np. nad Bajkałem. Tam zginął ojciec Patrona naszego stowarzyszenia, Wincenty Blajda. „Czesław urodził się w czasie, gdy ojciec, zmobilizowany na początku 1915 roku, walczył w cesarsko-królewskim mundurze austriackim na froncie wschodnim. Na początku 1916 roku dostał się do rosyjskiej niewoli. Znad dalekiego Bajkału pisał wiele tęsknych listów. Ostatni przyszedł do Rozdziela z obozu jenieckiego w Berezówce koło Bajkału dopiero 6 stycznia 1918 roku”. Jak czytamy w dalszej części opracowania, Apolonia Blajda, zapewne jakie wiele współczesnych jej kobiet, z nadzieją oczekiwała powrotu jej męża. „Tymczasem matka wychowywała jedynego syna, dzieląc obowiązki pracy na roli i w niewielkim gospodarstwie z obowiązkami wobec dziecka. Była często przygnębiona i martwiła się jak dalej potoczy się ich życie. Z pomocą przyszli dziadkowie, którzy otoczyli ich troskliwą opieką, pomogli w powiększeniu małego domku, w którym mieszkali. Apolonia zajęła się szyciem i dzięki temu udawało im się skromnie przeżywać dzień po dniu. Mijały lata, ojciec nie wracał z wojny, ale matka wciąż żyła wiarą i nadzieją, że doczeka takiej chwili, kiedy znów będą razem”.


Obraz po bitwie na Jabłońcu w Limanowej. fot. interia.pl 

​W 1918 roku, proboszczem parafii żegocińskiej był ks. Jan Bach (2 września 1916 – 14 października 1936 roku). Trudny okres wojny i powojennej odbudowy duszpasterz wykorzystał do wprowadzenia śmiałych decyzji.
​Po wojennej operacji łapanowsko-limanowskiej (przyp. red. więcej o bitwie znajdziecie tutaj) i opuszczeniu zboczy Żarnówki, Przylasku i Górczyny przez rosyjskie oddziały, tereny na wskroś rolniczej Ziemi Żegocińskiej malowały się rozpaczliwie. Nadchodziła kolejna zima bez plonów, ze zdziesiątkowanymi w zwierzynę stajniami, kurnikami. W 1920 roku, ks. Bach założył Spółkę Hodowców Drobiu i Zbytu Jaj, rozwijał działalność Kółka Rolniczego, Ochotniczej Straży Pożarnej, Kasy Stefczyka, jak również reaktywował skup mleka (w 1922 roku ponownie uruchomiono mleczarnię). Zanim rolnicy samodzielnie uporali się z konsekwencjami wojny, zdewastowanymi polami, z rewitalizacją plantacji drzew owocowych, etc., w nasiona i doraźne pożywienie mogli zaopatrywać się w Kółku Rolniczym, które w miarę potrzeb, sprowadzało również obuwie z Bochni.
​Będący przewodniczącym Kasy Stefczyka, ks. proboszcz w 1918 i 1919 roku zanotował zysk z operacji bankowych. Uzyskane finanse przeznaczone zostały na uporządkowanie cmentarza, potrzeby kościoła i Instytutu Spółdzielczego w Krakowie. „Działalność Kasy po 1918 roku uległa poważnemu załamaniu, gdyż inflacja pieniądza pozbawiła Kasę kapitału, udziałowcy zaś zrażeni poniesionymi stratami przestali w niej lokować swe oszczędności. Waluta polska spadła tak nisko, że podobnie jak dzisiaj złote, liczyło się marki na miliony. Ludność szybko pozbywała się upadającego na wartości pieniądza. Spółdzielcy stracili w końcu swe oszczędności, a dłużnicy spłacali pożyczki bezwartościowymi papierkami”.
​Jako, że tereny Żegociny w pewnym stopniu stanowiły prywatną własność rodzin żydowskich, ks. proboszcz utrzymywał stały kontakt z niektórymi z nich. Jak czytamy w dokumentach ze stycznia 1917 roku, proboszcz Bach chciał uzyskać od rodziny Rosneblumów (spadkobierców Samuela Rosnebluma), zniżkę na zakup drewna. Odpowiedź na pismo księdza stanowił życzliwy, acz stanowczy w swym wydźwięku list, którego treść można zawrzeć we fragmencie „(…) Jeżeli bp. Rosenblum dawał może dla Plebanii jakieś sągi to był to akt dobrej woli, obowiązek prawny jednak z tego nie powstał i powstać nie mógł. Od grzeczności, my spadkobiercy również się nie odsuwamy i zrobiliśmy dla Plebanii już nie jedno, do czego prawnie obowiązani nie byliśmy (…)”. Po wojnie więc, Żegocina stanowi przykład typowej, polskiej wsi, w której codzienne problemy wymagają bieżących rozwiązań, gdzie sąsiadem może być zarówno Polak jak i Żyd, między którymi zachodzą naturalne relacje konfliktu i sąsiedzkiego pogodzenia.
​Po roku 1918, Żegocina i jej sąsiednie wsie przynależały administracyjnie do powiatu bocheńskiego i województwa krakowskiego. W okolicach roku 1920, w zasobach fundacji Ellis Island w Nowym Jorku notuje się kilka nazwisk wraz z miejscem pochodzenia wskazującym na Żegocinę, Łąktę Górną, Rozdziele, co oznaczałoby emigrację do USA do swoich rodzin, które przed Wielką Wojną osiadły na stałe na kontynencie Ameryki Północnej. W wyniku obaw o przyszłość, powojenny brak perspektyw, decyzje o emigracji zarobkowej podjęte mogły być również ad hoc.

​Jak informacje o odzyskaniu niepodległości przez Polskę odebrane zostały przez właścicieli łąkieckiego dworu? Czytamy o tym we wspomnieniach wnuczki Klemensa Rutowskiego, Suzanne Schuurman, autorce biografii Aleksandry Pawłowskiej, córki Klemensa i Aleksandry z d. Armatowicz. Wspomina ona, że o zmianach zwiastujących niepodległość, jej matka dowiedziała się w wieku ośmiu lat, od swojej opiekunki, Rózi. „W niedziele, kiedy (Rózia) miała wychodne, wychodziła na Planty spotykać się z Hussarem, który ubierał się w niebieskie spodnie, czerwony płaszcz i czako. Kiedy jej wyjścia nagle się zakończyły, zapytałam ją o powód. Zaczerwieniła się i odpowiedziała, że on był Austriakiem, a ona polską patriotką”.
​15 listopada 1918 roku, w Krakowie dawało się odczuć niezwykłą podniosłość i ekscytację. Zółto-czarne austriackie flagi wisiały potargane bądź leżały zdeptane na ulicach. Miastem przeszła parada, bił Dzwon Zygmunta. Kardynał prowadził procesję religijną, grała orkiestra, Kraków ogarnęła radość.

​Mimo nominalnie odzyskanej w 1918 roku wolności, Polacy nie schodzili z pola walki. Wielu z żyjących i walczących w czasie działań wojennych mężczyzn, z konieczności obrony Polski przed wschodnim agresorem (wojna polsko-bolszewicka), na powrót decydowało się wstępować do armii. Tak było np. z pochodzącym ze Zbydniowa Walentym Klęsk, który „wraz ze swoją jednostką wziął udział w pierwszej wojnie światowej, walcząc na froncie, najpierw w Rosji, a w 1918 roku w Serbii. Już wówczas dał się poznać jako dzielny ułan kawalerii. Na ósmej stronie książeczki wojskowej jest zapis, że otrzymał wtedy dwa odznaczenia – medal srebrny I i II klasy (…). Kiedy nawała bolszewicka w roku 1920 zagroziła Polsce, już jako żonaty mężczyzna (w Bełdnie; przyp.red.), zgłosił się ochotniczo do wojska. 16 sierpnia 1920 roku przez PKU Kraków został wcielony do 20 Pułku Ułanów i ze swoim szwadronem wyruszył na front”.

​Powracający z frontu mężczyźni nie mogli być pewni tego, jak zostaną przyjęci w swoich domach, wioskach, czy rodziny będą pełne, czy będzie praca, by zapewnić swym dzieciom chleb. Wielu z nich, w tej haniebnej wojnie stawało się inwalidami pozbawionymi kończyn, urazami twarzy, elementów ciała (po raz pierwszy na masową skalę użyto gazów bojowych), z niewidzialnymi urazami psychicznymi. W roku 2018 pamiętajmy o tych bezimiennych, którzy zapewnili nam swobodne życie, jak również o tych wybitnych, którzy dowodząc armiami ludzi z pola walki, podejmowali odważne i zdecydowane decyzje.

1 KOMENTARZ

  1. W przypadku śp. Walentego Klęska należy przypomnieć, że za kampanię 1920 roku otrzymał krzyż Virtutii Militarii czym niewielu mieszkańców naszej gminy może się poszczycić. Spoczywa na żegocińskim cmentarzu.

Comments are closed.